Wnętrze kościoła

Dzisiaj jest

wtorek,
28 marca 2023

(87. dzie roku)

 

安i皻a

Wtorek, V Tydzie Wielkiego Postu
Rok A, I
Dzie Powszedni

Wyszukiwanie

Dziecko w kościele – 7 wskazówek dla rodzica

Dzieci nie przychodzą do kościoła, by przeszkadzać innym. Nie mają złych intencji. A jednak często widzimy sceny płaczu, tupania nogami, biegania przed ołtarzem.

Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy dziecko nie jest przygotowane na to, by iść do kościoła. I wcale nie chodzi o gotowość związaną z wiekiem, albo rozwojem psychicznym.

Pozwolę sobie na małą dygresję. Większość dorosłych boi się dentysty. Pamiętają bowiem swoje wizyty, kiedy dentysta na siłę pchał im ręce do buzi. Dziecko nie rozumiało, że to dla jego dobra. Że czasem musi boleć, żeby zęby były zdrowe. Ale jak ma rozumieć, kiedy nikt nie daje mu na to szansy? Dziś jest inaczej. Rodzice przychodzą z dzieckiem do dentysty “na próbę”. Dziecko siada na fotelu, bawi się przyrządami, ogląda w lusterku swój uśmiech. Oswaja się z otoczeniem. Co to ma wspólnego z dziećmi w kościele? Wszystko.

Dziecko przychodzi do miejsca, którego nie zna i nie rozumie. Dlaczego mama go ucisza? Dlaczego tata nie pozwala mu biegać? Dlaczego tam na ołtarzu pali się światełko? Po co świece i kwiaty?

Dziecko przychodzi do miejsca, które jest mu obce. Naturalne jest, że chce je badać. U dzieci nazywamy to przejawem ciekawości poznawczej.

Jak więc sprawić, by dziecko w kościele zachowywało powagę miejsca – pozostając dzieckiem? Chyba nie ma na to jednej recepty. Ale siedem prostych rad może nam pomóc.

Pierwsza rada: wszystko zaczyna się od wieczornej modlitwy.

Dziecko musi słyszeć o Bogu, wiedzieć, że kościół to Jego Dom.  Weź do ręki Biblię dla dzieci i przed snem poczytaj dziecku o Bogu. Powiedz mu, że już w niedzielę z całą rodziną pójdziecie Go odwiedzić.

Po drugie: wybierz się z dzieckiem do kościoła wtedy, kiedy nikogo w nim nie będzie.

Poproś księdza, aby pozwolił Ci wejść na chór, a może nawet zajrzeć do konfesjonału. Nie chodzi o to, by dziecko wszystkiego dotknęło, ale by lepiej poznało najważniejsze miejsca w kościele. Opowiedz, dlaczego ołtarz jest miejscem tak niezwykłym, kto mieszka w tabernakulum. Zachowuj się przy tym z należytą powagą – klęknijcie przed ołtarzem, spacerujcie spokojnie, przeżegnajcie się wychodząc z kościoła. Dziecko powinno dzięki Tobie poczuć świętość tego miejsca.

Po trzecie: Msza Święta w telewizji lub internecie – obejrzyj ją z dzieckiem.

To doskonały sposób na to, żeby omówić z dzieckiem, co dzieje się w poszczególnych częściach nabożeństwa. Opowiedz, co ksiądz czyta podczas mszy, dlaczego ludzie klękają, jakie znaczenie ma uniesienie kielicha i chleba. Naucz go modlitw i odpowiedzi na słowa kapłana. Dzięki temu dziecko będzie wiedziało, co się dziele w czasie mszy niedzielnej i potrafiło w niej aktywnie uczestniczyć.

Rada numer cztery: spraw, by dziecko traktowało niedzielną mszę, jak nagrodę.

Niedzielna msza to święto, wyjątkowe spotkanie z Bogiem. Już dzień wcześniej przypomnij dziecku o mszy: “Pan Bóg cię kocha – jutro go odwiedzimy”. Nigdy nie szantażuj dziecka: musisz iść do kościoła, bo jak nie pójdziesz, to będziesz mieć grzech, albo jak się będziesz źle zachowywał – zero telewizji przez tydzień! Wtedy dziecko wytworzy sobie negatywne skojarzenie. Nigdy też nie obiecuj dziecku nagrody, jak będzie grzeczne w kościele. Działa to dokładnie tak samo: mszę traktuje jak przykry obowiązek, po którym dostanie nagrodę.

Po piąte: jak odwiedziny – to na galowo.

Zwróć uwagę, w co ubieracie się do kościoła. Jeśli dziecko zobaczy, że zakłada odświętny strój – będzie czuło się wyjątkowo. A przecież idzie na wyjątkowe spotkanie – z samym Bogiem.

Szóste: zabierz dziecko na mszę świętą dla dzieci.

Bardzo ważne jest, by mogło aktywnie uczestniczyć w nabożeństwie. Podczas mszy dla dzieci w większości kościołów jest kazanie skierowane do dzieci właśnie. W niektórych kościołach dzieci biorą udział w ofiarowaniu lub śpiewają razem znane im piosenki kościelne.

Siódme i nie mniej ważne: kontrakt.

W drodze do kościoła rozmawiaj z dzieckiem o tym gdzie i po co idziecie. Przypomnij mu Wasze modlitwy, przypomnij jak chodziliście po kościele. Zawiąż kontrakt, czyli umów się na konkretne zasady dotyczące zachowania. Pamiętaj, że kontrakt polega na tym, aby obie strony podały swoje “warunki”. Powiedz, że chcesz, by dziecko stało przy Tobie, było cichutko, robiło to, co Ty. Ale jednocześnie zapytaj dziecko czego ono potrzebuje?

Na koniec jeszcze bardzo operacyjnie: nie zabieraj do kościoła zabawek albo jedzenia. Nie pozwalaj się dziecku oddalać, ale też nie trzymaj go kurczowo za rękę. Niech będzie przy Tobie i bierze przykład z tego, jak przeżywasz spotkanie z Bogiem. Chcemy czy nie – to my jesteśmy przykładami dla naszych dzieci. Naśladują nas. Jest to więc nasza szansa, by przekazać im prawidłową postawę.

A jeśli mimo wszystko coś poszło nie tak? Jesteś na mszy i Twoje dziecko zaczyna płakać lub biegać po kościele? Po pierwsze: reaguj od razu, jeśli dziecko łamie Wasz kontrakt. Jeśli nic nie zrobisz – dziecko nie będzie wiedziało, że jego zachowanie nie jest właściwe, albo że złamało zasady. Przypomnij dziecku na co się umawialiście w kontrakcie. Jeśli przegrałeś bitwę – nie trać nadziei. Wyjdź z dzieckiem na zewnątrz. Zapytaj, co się dzieje, że zignorowało Twoją stanowczą prośbę. Wyjaśnij mu jeszcze raz gdzie jesteście, przypomnij jakiego zachowania oczekujesz. Mów spokojnie, bez podnoszenia głosu. Powiedz, że jest już na tyle duże, aby zachowywać się jak dorośli. I jeśli tylko się postara – na pewno mu się uda być grzecznym do końca mszy. Dzieci potrzebują wiedzieć, że rodzice w nie wierzą! Łatwiej im wtedy uwierzyć w samych siebie.

Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie powstrzymujcie ich, do takich bowiem należy Królestwo Boże (Mk 10,14).

ZA - KLIKNIJ

Po co Ci Wielki Post?

U progu kolejnego Wielkiego Postu trzeba sobie uświadomić stan własnej duszy, własną małość i grzeszność. Nie poprzestawajmy na posypaniu głowy popiołem.

 

Coraz większą popularnością, również w Polsce, cieszą się baseny, siłownie, gabinety odnowy biologicznej. Nie tylko ludzie młodzi, ale i ci w sile wieku spacerują, uprawiają gimnastykę, by być w dobrej kondycji fizycznej. Czy jednak sprawne ciało jest w perspektywie życia wiecznego najważniejsze?


Dla nas, chrześcijan, mobilizacją do podejmowania postu są postawy wielu osób opisane na kartach Pisma Świętego. Kiedy prorok Jonasz oznajmił mieszkańcom Niniwy niebezpieczeństwo kary Bożej za popełnione grzechy, postanowili oni podjąć post, by przebłagać Boga (por. Jon 3, 7-9). Bóg zobaczył ich skruchę i "nie zesłał na nich kary" (Jon 3, 10). Podobnie Achab - król Izraela, który zgrzeszył wobec Jahwe, oddając cześć innym bogom, gdy został upomniany przez proroka Eliasza, "rozdarł szaty, włożył wór na ciało oraz pościł" (1 Krl 21, 27). Wielu też ogłaszało post, umartwiało się, by uprosić Boga dla siebie i swoich najbliższych szczęśliwą drogę i opiekę nad ich dobytkiem (por. Ezd 8, 21-23). Ważnym tekstem biblijnym, zachęcającym każdego z nas do podejmowania postu jako przygotowania do świąt Zmartwychwstania Pana, jest scena kuszenia Jezusa na pustyni. Chrystus, odpowiadając na pokusy szatańskie, pokazuje, że nie samym chlebem żyje człowiek. Potrzebuje czegoś więcej, czegoś duchowego. Aby to osiągnąć, musimy ćwiczyć nie tylko ciało.


Czterdzieści dni postu


Najstarsze świadectwa o praktykowaniu przez chrześcijan postu jako przygotowania do Paschy pochodzą z III w. Tertulian (ok. +240 r.) podaje, że post trwał tylko 40 godzin, w Wielki Piątek i Wielką Sobotę, ale był bardzo surowy. Pod koniec tego samego wieku wydłużono go do tygodnia. Sobór nicejski w 325 r. postanowił, że czas pokutny przed pamiątką Zmartwychwstania Pańskiego trwać będzie 40 dni. W Kościele wschodnim rozpoczynano go osiem tygodni przed Wielkanocą, wyłączając z niego soboty i niedziele. Kościół Zachodni przyjmował sześć tygodni postu, bez niedziel, gdyż każda niedziela jest pamiątką Zmartwychwstania Pana. Papież Grzegorz Wielki, pod koniec VI w., ujednolicił w całym Kościele okres Wielkiego Postu, ustanawiając dokładnie 40 dni wielkopostnego przygotowania. Okres ten rozpoczyna się Środą Popielcową, kilka dni przed pierwszą niedzielą Wielkiego Postu.


Dlaczego właśnie 40 dni? Liczba 40 w Biblii jest "zarezerwowana" dla dzieł oczyszczenia i przygotowania. 40 dni trwał deszcz i potop, Mojżesz przebywał na Synaju przez 40 dni i 40 nocy, 40 lat Izraelici błąkali się na pustyni... Chrystus pościł 40 dni na pustkowiu. Pamiętać jednak trzeba, że liczba 40 nie jest rozumiana w Biblii w sensie matematycznym, lecz symbolicznym.


Popiół i pokuta


Popiół i ziemia w wielu religiach traktowane były jako znaki żałoby, pokuty i skruchy. Chrześcijanie przejmowali zwyczaje żydowskie i uznawali posypywanie się popiołem za znak żałoby i oczyszczenia. Do liturgii Kościoła zwyczaj ten wprowadzono ok. IV w. i przeznaczony był dla osób publicznie odprawiających pokutę. Tradycja posypywania głów popiołem wszystkich ochrzczonych na znak pokuty i jako rozpoczęcie okresu Wielkiego Postu pojawiła się w VIII w. W XI w. stał się on zwyczajem obowiązującym w Kościele katolickim dzięki decyzji papieża Urbana II. Wtedy też Kościół postanowił, że popiół używany do posypywania głów wiernych pochodzi ze spalenia palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku. Tak jest do dzisiaj.


Posypywanie głów popiołem w Środę Popielcową jest bardzo rozpowszechnione i cenione przez wiernych. Na początku Mszy św. kapłan święci popiół, by później czynić nim znak krzyża na głowie wiernego, wypowiadając słowa: "Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz" (por. Rdz 3, 19) lub "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (por. Mk 1, 15). Słowa te mają przypomnieć każdemu z nas o kruchości ziemskiego życia, nieuchronności śmierci, a tym samym zmobilizować do podjęcia pracy duchowej nad sobą.


Chociaż Popielec nie narzuca obowiązku uczestnictwa we Mszy św., to jednak nasze kościoły często są bardziej wypełnione niż w inne ważne uroczystości w ciągu roku. Dobrze też, że zabieramy popiół do naszych domów, by posypać nim głowy tych, którzy ze względu na chorobę czy podeszły wiek nie mogą uczestniczyć w tym dniu we Mszy św. Pamiętajmy jednak, że sam ryt nie wystarczy. Musi za nim iść jeszcze chęć przemiany życia i konkretny wysiłek w codzienności.


Nabożeństwa wielkopostne


Posypanie głowy popiołem to tylko znak, że pragniemy czas Wielkiego Postu przeżyć z Chrystusem, który przez modlitwę i post przygotowuje się do śmierci dla nas i dla naszego zbawienia. Wielki Post jest dla wierzących dobrą okazją do głębokiej rewizji swojego życia. Wielkopostna liturgia pomaga nam w przygotowaniu się do przeżywania radosnej tajemnicy Zmartwychwstania Pańskiego. Stawia nam przed oczy trudną i bolesną drogę, którą szedł Chrystus, by przynieść światu zbawienie. Przypomina też, że przez sakrament chrztu św. również i my pragniemy podążać nią w ślad za Synem Bożym.


Zaplanujmy już teraz udział w nabożeństwach wielkopostnych. Droga Krzyżowa niech będzie dla nas przyglądaniem się naszemu osobistemu życiu przez pryzmat osób i wydarzeń, które odnotowane są w poszczególnych jej stacjach. Gorzkie żale to nabożeństwo typowo polskie. Rozważanie Męki Pańskiej ma nam uświadomić wielką miłość Pana Jezusa do każdego z nas i fakt, iż na naszej drodze krzyżowej nie jesteśmy sami. On jest zawsze z nami, nawet jeśli nasze życie tak bardzo różni się od Jego życia i przykładu, jaki nam daje.


Trudno sobie wyobrazić przemianę życia bez dobrego przeżycia rekolekcji w tym świętym czasie. Na co dzień niejednokrotnie zapominamy o Bogu. Rekolekcje to czas szczególnego spotkania z miłującym Ojcem, to czas wyjścia na pustynię, spojrzenia na prozę życia z dystansem, zrobienia dobrych postanowień.


Większość wiernych korzysta z sakramentu pojednania pod koniec Wielkiego Postu. Dobrze, że tak jest, ale warto również rozpocząć ten święty czas od pojednania z Bogiem i ludźmi, by mając czyste serce lepiej być przygotowanym na przyjęcie łaski Bożej, bez której nawet największy nasz wysiłek może okazać się daremny.


Szczególną pomocą w ćwiczeniach wielkopostnych jest udział we Mszy św. To właśnie w Eucharystii Chrystus Pan zastawia dla każdego z nas podwójny stół: słowa i pokarmu na nieśmiertelność. Nawet jeśli uczestnictwo w codziennej Mszy nie będzie możliwe, skorzystajmy z dodatku z rozważaniami słowa Bożego, jaki proponuje w tym roku "Przewodnik Katolicki". Niech będzie on pomocą w życiu słowem Bożym na co dzień. Początkiem przemiany życia człowieka jest bowiem słuchanie słowa Bożego i wprowadzanie go w czyn.

W Wielkim Poście biskupi zachęcają wiernych, by czynić refleksję nad "Kościołem - domem zjednoczonych Miłością". Nie jesteśmy sami. Nie jesteśmy skazani tylko na własne siły. Nie mamy walczyć o zbawienie w pojedynkę. Mamy odkrywać swoje miejsce w Kościele, wspierać się nawzajem. Wspólnota to bogactwo darów i charyzmatów. Trzeba, byśmy się na dary innych jeszcze bardziej otwierali, ale też innych świadomie własnym dobrem ubogacali. Niech więc okres Wielkiego Postu i pragnienie nawrócenia pomoże nam w otwarciu się na innych, w dostrzeżeniu godności tych, z którymi budujemy Kościół - nasz wspólny dom.

 

ŻRÓDŁO: https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,572,po-co-nam-wielki-post.html

Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów

  1. Akcja rozpoczęła się 2 lipca 2010 roku.
  2. Jest to inicjatywa świecka, katolicka.
  3. Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów obejmuje tych, którzy przyjęli sakrament święceń, czyli są: diakonami, prezbiterami lub biskupami.
  4. Ja, tj. założycielka tej strony oraz wszyscy moi współpracownicy, jesteśmy osobami prywatnymi i na akcję poświęcamy swój czas wolny. Z tego tytułu nie wszystko wykonujemy od razu, choć bardzo się staramy.
  5. Celem jest modlitwa za wszystkich kapłanów: tych, którym coś zawdzięczamy, tych, których nie lubimy i tych, którzy kapłaństwo porzucili (bo kapłanami pozostają na zawsze).
  6. Ta strona nie zajmuje się ocenianiem księży: nie prowadzimy rankingów, nikogo nie wartościujemy.
  7. Kapłan co do zasady jest powiadamiany o adopcji, chyba że zechcesz, by tak się nie stało.
  8. Jesteś osobą anonimową, a kapłan, którego adoptowałeś, dowiaduje się kim jesteś tylko wtedy, gdy tak sobie zażyczysz.
  9. Akcja jest skierowana do każdego katolika – niezależnie od płci, pochodzenia czy wieku.
  10. Nie musisz pytać kapłana o zgodę na adopcję.
  11. Zgłoszenie (lub inne sprawy związane z DDAK) możesz wysłać mailem lub przez formularz zgłoszeniowy. Zgłoszenia wysyłane drogą pocztową, na facebooku, gadu-gadu i wszelkich innych komunikatorach i portalach nie będą przyjmowane.
  12. Obowiązkowa jest jedynie codzienna modlitwa. Jaka – zależy od Ciebie.
  13. Adoptować kapłana możesz na dowolny okres, przez Ciebie wyznaczony. Dni, tygodnie, miesiące, lata – to Twój wybór.
  14. Kapłan adoptowany na stałe, tj. do końca Twojego życia, otrzymuje Kartę Adopcyjną, która jest dla niego pamiątką Twojego zobowiązania.
  15. Możesz adoptować dowolnego kapłana Kościoła Katolickiego: z dowolnego kraju, diecezji czy zgromadzenia. Jeżeli nie masz nikogo na oku, zerknij na listę oczekujących tutaj
  16. To Ty decydujesz kiedy zaczynasz się modlić. Ja zajmuję się jedynie przyjmowaniem Twego oświadczenia, że chcesz się modlić w ramach tej akcji oraz wpisuję to na stronę do Księgi Adoptowanych Kapłanów.
  17. Wszystkie Twoje dane osobowe są bezpieczne, przechowywane na osobnym serwerze i nie udostępniane osobom trzecim.
  18. Dalsze pytania? Skontaktuj się ze mną: sandra.kwiecien.ddak@gmail.com

Adwent – po co ta zmiana dekoracji?

Adwent to czas tęsknoty. Czas bliski wszystkim, którzy żyją w poczuciu niespełnienia.

Z różnych powodów. Niespełnieni w małżeństwie, w karierze zawodowej, w relacjach z rodziną, z dziećmi, przyjaciółmi, w powołaniu zakonnym, kapłańskim. Zawsze coś nas uwiera, zawsze coś jest nie tak, jak być powinno. Na co dzień zagryzamy zęby i ruszamy do codziennej gonitwy. Nie ma czasu na rozczulanie się nad sobą. Każdy dzień złożony z tysięcy obowiązków. Coraz trudniej wyrobić z tym wszystkim. Pomagamy więc sobie apapem, gripexem, neospasminą. Czasem jeden, no najwyżej dwa, kieliszki na znieczulenie. Łapiemy się na układaniu mimowolnie innych scenariuszy życia, przecież gdyby to i tamto wtedy się wydarzyło, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Może z kim innym, gdzie indziej… byłbym szczęśliwszy. Co to wszystko ma wspólnego z Adwentem?

Odprawiając dziś pierwszą adwentową Mszę moje myśli krążył wokół tego, czy ta kolejna kościelna zmiana dekoracji (inne śpiewy, wieniec adwentowy, fioletowe szaty, dekoracja na roraty) ma się jakoś do mojego życia. Czy to się dzieje obok mnie czy oznacza też coś dla mnie? Co mówi mi Kościół dając mi kolejny Adwent w życiu? Czy nie uodporniłem się na to wszystko? Czy rutyna, zapatrzenie w siebie, w swoje problemy i grzechy, nie przesłoniły mi światła, które pokazuje mi mój Kościół?

Jak to właściwie jest? Skoro mamy w Adwencie wołać „Marana tha! Przyjdź, Panie!”, czy to znaczy, że Go nie ma tutaj, teraz? Jeśli traktujemy tę modlitwę na serio, to tak. Ale przecież wierzymy, że jest z nami, bo tak nam obiecał. Mamy Jego Słowo, Eucharystię, sakramenty… Ale niedosyt pozostaje. Dodajmy szczerze, dość potężny! Wiara mówi, że w tych znakach On daje nam siebie. Owszem. Ale te znaki jednocześnie jakoś Go ukrywają. Może są po to właśnie, by zatęsknić za spotkaniem pełnym, bezpośrednim, face to face. Paradoks bliskości i oddalenia, wiary i zwątpienia, już przyszedł i jeszcze nie Go nie ma. Adwent mówi mi, że to napięcie jest normalne, że muszę nauczyć się z nim żyć, że jesteśmy w drodze, ale On kiedyś przyjdzie wreszcie tak, że wszystko mi wyjaśni, ułoży, uspokoi. Że się wreszcie spotkamy tak, że czas nie będzie już nas niepokoił.

Jak to wszystko się ma do mojej codzienności? Tłumaczę to sobie tak, że wszystkie moje życiowe niespełnienia są stanem normalnym. Adwent uczy realizmu. Zgody na siebie, akceptacji przebytej drogi, pogodzenia się z tym, że nie mam do dyspozycji  kilku alternatywnych wersji życia, które mogę dowolnie testować. „Jest, co jest. Mówi miłość” – dźwięczy w uszach werset z wiersza Ericha Frieda. A zarazem Adwent mówi: „to co jest, to nie wszystko”. Czyli tęskniąc, marząc, cierpiąc, czując głód – jesteś w porządku. Nie musisz wstydzić się przed Bogiem nielogicznych podszeptów serca. Coś w nas ciągle wyrywa się gdzie indziej, do jakiegoś innego, lepszego świata. Tak jest dobrze. Wiara mówi, że czeka cię coś większego niż myślisz. Tylko nie pozwól, by twoje niespełnienia przemieniły się w gorycz, która zatruje cię smak życia. Nie zmienisz świata, nie zmienisz innych. Możesz zmienić tylko siebie. Nadzieja oznacza to, że żyjemy pogodzeni z głodem serca i zarazem wierni drodze. A każda droga z natury ogranicza, ale prowadzi do celu. Nie próbujemy więc naszych wszystkich pragnień na siłę zaspokoić byle czym i od razu, nie próbujmy ich też sztucznie dusić, udawać, że ich nie ma. „Wciąż do przodu, gdzieś wyrywa głupie serce”. Tak to było? Słusznie, niech wyrywa do przodu, czyli w stronę przyszłości. Ale niech pamięta, że „nieskończoność, której człowiek pragnie, może przyjść tylko od Boga” (B16).

Więc właśnie tam, gdzie uwiera cię życie, gdzie jest twój ból i niespełnienie, tam zaczyna się twój osobisty Adwent. Tam, niech twoja samotność przemienia się w modlitwę „Panie, przyjdź!”. Jak powiada Simone Weil „tego, co najcenniejsze się nie szuka, ale się oczekuje”. Panie, daj nam mądrość serca!

ks. Tomasz Jaklewicz

http://gosc.pl/doc/1379635.Adwent-po-co-ta-zmiana-dekoracji

 

PO CO ZAMÓWIĆ WYPOMINKI?

Po co się modlić za zmarłych, skoro ci z czyśćca pójdą i tak do nieba, a tym w piekle i tak nic nie pomoże?

 

Pytanie sprytne, bo za pozornie prostym pytaniem, kryje się cały problem sensowności modlitwy za zmarłych. Kryje się niewiara w to, że możemy pomóc zmarłym, a nawet przeświadczenie, że oni mają swoje życie a my swoje. A może niektórzy myślą, że modlitwy za zmarłych to wymysł księży, którzy chcą zarobić na wypominkach czy mszach za dusze naszych krewnych? Teza sprytna, ale czy prawdziwa, czy tylko zaczepna? Przyjrzyjmy się problemowi głębiej.

 

Wątpliwość co do sensowności modlitwy za zmarłych jest wnioskiem z dwóch słusznych stwierdzeń. Jedno mówi, że modlitwa nie pomaga duszom w piekle, drugie zaś, że ci, co są w czyśćcu i tak pójdą do nieba. Zajmijmy się najpierw stwierdzeniami, a później zobaczymy, czy wyciągnięty wniosek jest słuszny.

 

Co do sensowności modlitwy za zmarłych znajdujących się w piekle, nie można mieć pretensji. Faktycznie, modlitwa im nie pomaga, więc po co za nich się modlić? No, ale któż za nich się modli? My modlimy się za zmarłych, a nie za tych, co znajdują się w piekle. Powie jednak ktoś - jeśli za zmarłych, to i za tych z piekła. Dobrze, ale kto wie, którzy zmarli są w piekle? My mamy nadzieję, że zmarli są w czyśćcu i dlatego się za nich modlimy. Nie możemy dzielić zmarłych na tych, co są w piekle i tych, co w czyśćcu. To jest sprawa Boga. My jeślibyśmy odmówili modlitwy za zmarłego, sądząc, że on jest w piekle, to byśmy zrobili mu krzywdę, bo o tym, gdzie on jest, my nie wiemy.

 

A więc nie rozdzielając zmarłych, modlimy się za tych, co są w czyśćcu.

I tu pojawia się drugie stwierdzenie - oni i tak pójdą do nieba. I znów jest ono prawdziwe. To jest pewne, że ci, co są w czyśćcu pójdą do nieba.

Stwierdzenia są prawdziwe, tylko wniosek jest błędny.Wniosek podobny jest do takich wniosków jak: i tak każdy umrze, więc po co się leczyć? Ci, co mają umrzeć i tak umrą a ci, co mają wyzdrowieć i tak wyzdrowieją; albo: jak ktoś bez lekarstwa będzie się leczył miesiąc a z lekarstwem tydzień, to po co zażywać lekarstwa, jak i tak wyzdrowieje, a że się pomęczy dłużej to co? albo: jak wraca twoje dziecko ze szkoły do domu a ty jedziesz samochodem, to po co je podwozić, jak i tak dojdzie do domu?

 

Nie trzeba skończyć studiów, by zauważyć brak rozsądku w tych stwierdzeniach. Tak samo ma się sprawa z sensownością modlitwy za zmarłych. Jeśli zmarli idą do domu Ojca niebieskiego, to dlaczego ich nie „podwieźć"?. Jeśli chcą wyzdrowieć z choroby grzechu, to dlaczego nie podać im lekarstwa modlitwy? Samo ludzkie serce nakazuje nam pomagać potrzebującym, a nie mówić „Męcz się, męcz. Zobaczymy, jak długo wytrzymasz".

Modlitwa za zmarłych jest bowiem dla nich pomocą w celu skrócenia ich mąk czyśćcowych. A jeśli można skrócić ich cierpienie, to jest to również obowiązek wynikający z miłości bliźniego.

 

Na tym można by zakończyć naświetlanie problemu, gdyż teza jest fałszywa już z logicznego punktu widzenia. Niektórym może to jeszcze nie wystarczyć i stawiają problem w postaci dwóch pytań:

- czy Bóg czasem nie chce, ażeby zmarli wycierpieli sami swoja karę?

- czy rzeczywiście możemy pomóc zmarłym?

I na te pytanie odpowie już nam sam Pan Bóg mówiący słowami Pisma św. i Kościoła, w którym nieustannie przemawia Duch Święty.

 

Otóż w Drugiej Księdze Machabejskiej czytamy, że Juda Machabeusz, przywódca walczących o wolność Żydów, zabrał składkę i posłał ją do Jerozolimy, aby kapłani złożyli ofiarę za grzech tych, co zmarli. Autor Księgi komentuje to tak:

„Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, ze ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym. lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda - była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu" (2 Mch 12, 43b - 45)

Tekst mówi sam za siebie. W innym miejscu, w Księdze Mądrości Syracha czytamy:

„Miej dar łaskawy dla każdego, kto żyje,

nawet umarłym nie odmawiaj oznak przywiązania" (Syr 7, 33),

a w Księdze Tobiasza:

„Kładź chleby twoje na grobie sprawiedliwych, ale grzesznikom nie dawaj" (Tb 4, 17)

Teksty te wskazują, że Żydzi znali i zalecali praktykę modlitwy za zmarłych.

 

Na kartach Nowego Testamentu św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 15, 29) pisze o chrzcie za zmarłych, który jest jakąś formą pomocy dla nich. Natomiast w Drugim Liście do Tymoteusza (Tm 1, 16 - 18) prosi Boga o miłosierdzie dla zmarłego Onezyfora.

 

Ale nie tylko Pismo św. mówi o modlitwie za tych, którzy zeszli już z tego świata. Setki chrześcijańskich nagrobków z II - III w. zawiera prośby o zbawienie dla zmarłych a wśród nich znamienny tekst:

„Niech każdy z braci, który to rozumie, pomodli się za Abercjusza".

Gdyby wiara chrześcijańska nie wyrobiła w duszach swych wyznawców mocnego przekonania, że mogą istotnie duszom przez swoje wstawienie się w jakiś sposób pomóc, to nie wpadliby nigdy na myśl, takie modlitwy słać do Boga, a cóż dopiero ryć je na grobowych kamieniach!

O modlitwie za zmarłych mówią także Ojcowie Kościoła: Cyprian, Klemens Aleksandryjski, św. Augustyn, a również piszący w średniowieczu św. Tomasz. Tertulian już pod koniec II w. grozi wdowie za to, że się nie modli za duszę zmarłego męża.

Także wiele Soborów powszechnych wypowiadało się na ten temat. Sobór Lyoński II mówi, że Kościół zawsze czcił zmarłych i ofiarował im pomoc poprzez modlitwę. Tę samą naukę głosi papież Innocenty IV w Liście do Kardynała - Legata na Cyprze z 1254 r., a także Sobór Florencki z 1439 r i Sobór Trydencki, który zdecydowanie stwierdza:

„Kto twierdzi, że ofiara Mszy św. nie powinna być ofiarowana za zmarłych niech będzie wyklęty!"

 

Tych świadectw można by mnożyć jeszcze długo, zwłaszcza z ksiąg liturgicznych, szczególnie zaś tekstów z mszy za zmarłych. Tę prawdę głosi również niedawno wydany Katechizm Kościoła Katolickiego.

Dlatego trzeba z całą pewnością zaprzeczyć tezie, jakoby modlitwa za zmarłych nie miała sensu. Pismo św. i Kościół, w którym działa Duch św. nie może kłamać. Gdyby Bóg nie chciał, aby żyjący modlili się za zmarłych, albo uważał, że to nic zmarłym nie pomoże, albo gdyby chodziło tylko o pieniądze dla księży, to by o tym na pewno powiedział i tego zakazał, a wcale tego nie czyni, co więcej: mówi ustami Pisma św. i tradycji Kościoła, że modlitwa ta ma sens a sens takiej modlitwy opiera się na prawdzie o obcowaniu świętych, prawdzie o trzech Kościołach: pielgrzymującym, oczyszczającym się i triumfującym. Te trzy Kościoły pomagają sobie nawzajem, gdyż jest między nimi stała więź, o której mówi Skład Apostolski: „Wierzę w świętych obcowanie". Kto na ziemi zrobi cokolwiek dobrego, dobro to udziela się wszystkim. Gdy ktoś pomodli się za zmarłych, pomaga duszom w czyśćcu cierpiącym, tak jak święci w niebie pomagają nam pielgrzymującym do Pana.

 

I to jest prawda katolicka, piękna i pocieszająca, i budząca nieopisaną radość z powodu miłosierdzia Pana, który pragnie naszego zbawienia. I prawda ta nie tylko nas raduje, ale i przyćmiewa wszelką wątpliwość zawartą w zastrzeżeniu co do sensowności modlitwy za zmarłych.

 

http://www.wegrzyniak.com/ksiadz/kazania/owieta/37-po-co-sie-modlic-za-zmarlych

Menu

 

W każdy czwartek

całodzienna adoracja

Najświętszego Sakramentu

od godziny 08:00 do 18:00 

Licznik

Liczba wy鈍ietle:
1172106